» Strona główna    » Kontakt
Rekolekcje zimowe 2008
W Czerwińsku dobiegły końca rekolekcje zimowe. Z relacji i wpisów na księdze gości www.saruel.pl - wynika, że był to dobry czas. Kto chce znać szczegółową relację z tej imprezy - zaproszony jest do niżej zamieszczonego tekstu!

Inne miejsce, inni ludzie, inny czas... Dobry czas!

Czerwińsk,  centralna miejscowość gminy słynącej z produkcji owoców miękkich stałą się celem podróży czterdziestki młodych ludzi z różnych miejsc północno - wschodniej Polski. Wszystkich ich łączył jeden cel – chęć poznania. Poznania Boga, drugiego człowieka, samego siebie. Spotkali się oni się w dniach od 24 do 27 stycznia w ośrodku młodzieżowym „Emaus” mieszczącym się w przyległym do czerwińskiego sanktuarium klasztorze.

 

Pierwszym punktem programu, jak to zazwyczaj ma miejsce, jest wspólna kolacja.  Kilka osób spogląda na innych jeszcze z lekką dozą obaw, ale pod sklepieniem jadalni rozbrzmiewają śmiechy nowych i starych znajomych. Odszukane w pamięci twarze odżywają, nowe zapadają w pamięć... Pierwsze słowa księdza Sławka Piotrowskiego, informacja o spotkaniu w „sali nad jadalnią” o 20.30 i rozejście do pokojów, kawiarenki na poddaszu wprawiają uczestników w trochę inny niż zazwyczaj nastrój.

 

Integracja - Dzień I

Integracja, która planowo miała się rozpocząć na wieczorku rozpoczęła się jak zwykle w kawiarence. Herbata lub też, wedle zamiłowań, kawa parując rozpuszczała lody dzielące dotychczas obcych sobie ludzi.

 

Integracja przygotowana przez Żyrardowian przebiegła bardzo radośnie. Kolejne zabawy mające   przybliżyć sobie ludzi spełniły swoje zadanie. Po wyjściu z sali na wieczorne modlitwy praktycznie nie było nikogo kto szedł sam. Radosny gwar rozbrzmiewał jeszcze kilka minut, by przerodzić się w  skupienie należyte dla jedynej w swoim rodzaju kaplicy klasztornej. Modlitwa, śpiew, dużo radość i kilka ogłoszeń poprzedziły błogosławieństwo księdza Sławka kończące oficjalną część dnia.

Potem nastąpił początek tej nieoficjalnej części wieczoru – długich rozmów, olbrzymiej radości i litrów wypitej herbaty i kawy; wieczornych rozmów i spowiedzi prowadzonych na uboczu przez przez potrzebujących jakiejkolwiek pomocy duchowej.

 

Dzień II

 

Gwar rozmów rozbrzmiewał do późna, co nie przeszkodziło w tym, by większość uczestników rekolekcji pojawiła się na porannej modlitwie o 8.15 jak i śniadaniu pół godziny później. Ogłoszenia, plan wiszący na drzwiach kaplicy i biura ośrodka unormował w pewien sposób budzący się dopiero dla większości dzień. Dzień bez prądu, który nie był obecny w instalacji elektrycznej od 9 do 16.

Po śniadaniu nadszedł czas na pierwszą konferencję, głoszoną przez księdza Piotra „Sosnę” Sosnowskiego o Piśmie i czterech ludziach – Marii i Magdalenie – siostrach Łazarza, oraz Jonaszu i Dawidzie – postaciom ze Starego Testamentu reprezentującym rożne zachowania i postawy. Konferencja z zahaczeniem o lectio divina była punktem wyjścia do rozmów w rozdzielonych wiekowo grupkach dzielenia się.

Rozmowy, pierwsze otwarcie na drugą osobę, poznanie od tej innej, bardziej intymnej strony sprzyjały zacieśnieniu więzi między członkami grupek.

Msza Święta niemalże w samo południe odprawiana przez „emausowskie” trio – księży Sławka, Adama i Piotra (który co prawda przyjechał z Łodzi, ale wręcz nierozerwalnie złączony z Saruelem i Emausem) była czasem skupienia, rozważania i ubogacenia jak i nauki. Nauki, którą w trakcie kazania wygłosił ostatni z wymienionych koncelebransów. Mówił o inności miejsca, czasu, osób, która jednak ubogaca, przysparza nowych doświadczeń, przeżyć. Uczy otwartości i otwarcia na drugiego człowieka i wypełnianiu przez to poleceń Chrystusa.

Obiad i czas wolny wypełniły dźwięki rozmów, odbijającej się piłeczki ping-pongowej przerywane tylko czasem głośnym okrzykiem „ekstra!”. Kolejne lody międzyludzkie topnieją, radość wzrasta w sercach.

Popołudniowa konferencja głoszona jest przez księdza Adama „Bulteriera” Węgrzyna. Świadectwo kapłana jako spowiednika, jak i spowiadanego oraz wiele ważnych słów miały pomóc słuchaczom zrozumieć i oswoić sakrament pokuty. Mimo bardzo poważnego tematu konferencja przebiegła radośnie, co było wielką zasługą zasługą prowadzącego, który trudne treści potrafił przedstawić w sposób jasny i łatwo przyswajalny dla słuchaczy.

Kolejne grupki i rozmowy otwierały ludzi na siebie. Chyba nie było grupy, w której ktokolwiek nie otworzyłby się na resztę zebranych w małym gronie. Wzajemne dzielenie się swoimi doświadczeniami spowiedzi, sposobami na przełamanie się wobec siedzącego za kratkami konfesjonału kapłana zbliżały do siebie coraz bardziej.

Czas przeznaczony na po-grupkową rekreację wypełnił seans filmowy. Po powrocie prądu można było obejrzeć film „Wyspa” („Ocmopob”) o prawosławnym zakonniku mieszkającego w monastyrze w kręgu polarnym. Mimo iż sporo osób oglądało go, znakomita większość wypełniła sobie czas na innych zajęciach – od odsypiania, poprzez rozmowy do kontemplowania Pisma i modlitwy w kaplicy.

Wieczorna adoracja prowadzona przez księdza Sławka byłą okazją do spowiedzi jak i wejrzenia w głąb siebie, zastanowienia i rozmyślania nad samym sobą. Krótkie komentarze prowadzącego kierunkowały ją, wskazywały kwestie do rozważenia.

Błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem było tylko preludium przed wieczorem spędzonym na rozmowach. Kilka słów przed zakończeniem dnia wypowiedział jak zwykle ksiądz Sławek. Informacja o szaleństwie została przyjęta z wielką radością. Modlitwy poranne zostały przesunięte na na 8.30... Pomruk zadowolenia wypełnił kaplicę bo świadomość spania dłuższego o kwadrans w realiach Czerwińska napawał radością.

Rozmowy trwały trochę dłużej niż nocy, ale też nie znaczy to, że były głośniejsze. Część uczestników poszła spać, reszta nie, najczęściej skupiając się kawiarence i dyskutując tam do późna o muzyce, pasjach, znajomych, swoich środowiskach, grając w Monopol jak i makao.

 

Dzień III

 

Późniejsze poranne modlitwy rozpoczęły dzień wśród pomruków lekkiego niewyspania, ale lekki chłód kaplicy i obecność żywego Chrystusa przebudzały każdego obecnego.

Śniadanie i czas na końcowe ogarnięcie się i poranną kawę zakończył się za kwadrans dziesiąta, kiedy to wszyscy podążyli do kaplicy na konferencję gościnnie obecnego księdza Jasia. Prawił on na trudny temat, co zastrzegł na samym początku. Tym trudnym tematem byłą praca nad sobą. Mówił o tej pracy, naturalnych pomocach w niej jak i wskazywał możliwość zaniedbania.

Grupki ponownie skupiły się w starych miejscach, skąd ruszyły do kaplicy na kolejną Mszę Świętą, na której kazanie głosił ponownie ksiądz Jan, koncelebrujący Mszę z księdzem Sławkiem i Piotrem.

Obiad i czas wolny po nim poprzedzał Koronkę oraz krótką konferencję o modlitwie.

Dopełnieniem tematu były słowa księdza Sławomira po przerwie o 18.30, tuż przed kolacją.

O 20.30 rozpoczęła się adoracja połączona z modlitwą wstawienniczą. Kolejne chwilę przed Najświętszym Sakramentem przeplatane były słowami prowadzących (kleryka Piotra „Serka” Seroczyńskiego, księdza Sławka jak i dwóch Asi) jak i piosenkami. Modlitwa wstawiennicza dla wielu byłą czasem umocnienia, otworzenia się na działanie Ducha. Modlitwa przebiegała seryjnie – do omodlenia klękały grupki, nad którymi modlili się pozostali. Po modlitwie nastąpiło uwielbienie i błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Po słówku księdza Sławka kaplica niemalże opustoszała. Zostało w niej kilkoro osób, chcących jeszcze przez kilka chwil pobyć w ciszy i pomodlić się.

Noc, mimo iż zazwyczaj służyła do spania, raczej dla części taką nie było. Jako że „zielona” nie mogła być przespana. Jednak mimo sporej aktywności nocnej, większość spała spokojnie, a tylko niektórym ulubieńcom w odpoczynku przeszkadzali bezsenni żartownisie, którzy jednak zachowywali w swoich żartach zdrowy umiar.

 

Dzień IV

Rano wiele osób zaczynało od mocnej kawy, żeby być przytomnym na prowadzonej przez kleryka Piotrka porannej modlitwie, która zaczęła się z drobnym poślizgiem. Mimo tego, że przy wchodzeniu do kaplicy mało kto wykazywał oznaki obudzenia, to po wyjściu z niej wielu już było przytomnych. Sporo śpiewu o poranku i wiele radości udzieliło się wszystkim.

Eucharystia i słowa księdza Piotra umacniały serca uczestników drogę powrotną a obiad z kolei – ciała.

Gdy nadszedł czas pożegnania, mało kto płakał, mimo żalu, że już kończą się te dni spędzone we wspólnocie. Po uporządkowaniu pokoi kolejne grupy opuszczały pomieszczenia ośrodkowe na poddaszu i udawały się do swoich rodzinnych miejscowości. Udawali się z przeświadczeniem dobrze i owocnie spędzonego czasu jak oraz radością i pokojem w sercu.

Te cztery dni spędzone w Czerwińsku były dla wielu czasem wzruszenia, wyciszenia, poznania zarówno siebie, drugiego człowieka i przede wszystkim – poprawieniu relacji z Bogiem.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że owoce tego czasu okażą się trwałe ,a ponowne spotkanie będzie miało miejsce w Różanymstoku na letnich rekolekcjach Saruela.